Opublikowano Dodaj komentarz

Dzień z życia serwisanta kas fiskalnych

Serwisant kas fiskalnych

Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, jak wygląda dzień z życia serwisanta kas fiskalnych? Ilu klientów dziennie musimy obsłużyć i jak staramy się, by każdy, kto do nas zadzwoni, otrzymał wysoce fachowe wsparcie i pomoc? Opowiemy o jednym, przykładowym dniu z życia serwisanta – z przymrużeniem oka oczywiście 😉

Poranek i pierwszy telefon

Wstając do pracy, mam nadzieję na spokojny dzień. Słońce pojawia się na horyzoncie, na niebie ani chmurki. Sielanka. Zastanawiam się, co zjeść na śniadanie i wtem… telefon. Szybkie spojrzenie na numer – nieznany. Zastanawiam się, czy odebrać, czy może jednak poczekać na oficjalne rozpoczęcie godzin pracy. Odbieram. Dowiaduję się, że w pewnej firmie nie działa kasa fiskalna w Środzie Śląskiej. A ja właśnie chciałem wypić kawę… we Wrocławiu. Cóż zrobić. Szybki telefon do szefa i jadę. Oczywiście najpierw przeprowadziłem wywiad przez telefon, czy nie ma awarii prądu lub bateria nie jest rozładowana. Ponoć nikt niczego nie ruszał od wczoraj, a kasa jak działała, tak dzisiaj nie działa. No cóż – zabieram moją torbę z narzędziami i ładuję się do auta.

Serwis urządzeń Ma-Ga

Początek podróży i drugi telefon

Nie wyjechałem dobrze z Wrocławia, a tu kolejny telefon. Taka praca, że trzeba je odbierać. Nie działa kolejne urządzenie. Tym razem jest kasa fiskalna w Sobótce. Zacząłem się zastanawiać, gdzie jest Sobótka, a gdzie Środa Śląska. To nie do końca po drodze, ale że jestem przy południowej części Wrocławia, stwierdzam, że szybko ogarnę drugie zgłoszenie i potem pojadę do pierwszego. Nie mogłoby być oczywiście zbyt pięknie. W połowie drogi dzwoni do mnie szef i informuje, że drugi serwisant dzisiaj jest na chorobowym. W następnym zdaniu pyta, czy bym nie zawiózł naprawionej kasy fiskalnej do Jelcza-Laskowic. Nie, żebym właśnie wyjechał z Wrocławia i był w połowie drogi do Sobótki. Damy radę, jak tylko ogarnę dwa wezwania.

Dojeżdzam do Sobótki i…

Na adresie, który podano mi w zgłoszeniu, znajduje się sklep… zamknięty. No, nie po to jechałem taki kawał drogi, żeby klamkę pocałować. Dzwonię do klientki, która zgłaszała mi usterkę. Kasa nie działała, więc zamknęła sklep i poszła do domu. Za chwilę będzie. Zaczynam się zastanawiać, czy nie poprosić szefa o podwyżkę. Stoję i stoję. Mija 5 minut, 10, 15… Jest! Przyszła kobiecina, otwiera drzwi. Doskakuję do problematycznego urządzenia i patrzę – faktycznie nie działa. Robię swoje czary-mary, okazuje się, że do wymiany jest jedna, mała część. Bez problemu zrobię na miejscu.

Nie udało mi się nawet sięgnąć do torby, kiedy znowu dzwoni telefon. Odbieram. Dzwoni właściciel sklepu z Oławy, który ma problemy z drukowaniem paragonów. Jedną ręką skręcając kasę, drugą ręką trzymam telefon i tłumaczę, jak powinna zostać ustawiona kasa fiskalna w Oławie. Nie, żeby nie było to opisane w instrukcji obsługi dostarczonej do urządzenia. Po dość długich rozmowach – udało się! Nie będę musiał jechać! Przy okazji skończyłem naprawę kasy u klientki i mogę jechać dalej. Nawet nie zamknąłem porządnie drzwi za sobą, kiedy znowu dzwoni telefon…

Jadę do Środy!

Dzwoni klientka ze Środy Śląskiej z zapytaniem, gdzie jestem. Odpowiadam grzecznie, że już jadę. Ona się niecierpliwi – no dobra, poczeka chwilę. W drodze do Środy Śląskiej wstąpię do Wrocławia po tę kasę do Jelcza. Pół godziny później dopadam do drzwi biura z celem szybkiego zgarnięcia przesyłki. Ta czeka już na mnie razem z szefem. Informuję go, że jadę do Środy, bo klientka się niecierpliwi. Do Jelcza zawinę w drodze powrotnej. Szaf tylko pokiwał głową i stwierdził, że najpierw muszę skoczyć do Jelcza, bo tam cała hurtownia stoi. Ale jak to? Cała hurtownia i nie mają zapasowego urządzenia? Ponoć stwierdzili, że nie jest im potrzebne. No dobra, klientka ze Środy zaczeka jeszcze trochę.

Happy End na koniec dnia

Podróż do Jelcza obyła się bez większych komplikacji. Sprzęt oddałem szybko i sprawnie. Byłoby to idealne zakończenie dnia, gdyby nie fakt, że klientka ze Środy dzwoniła do mnie jeszcze dwukrotnie. Starałem się raz jeszcze może pomóc przez telefon, wybadać, w czym problem. Bez większego rezultatu – dowiedziałem się tego, co już wiedziałem – wczoraj działało, dzisiaj nie działa. Informuję ją, że już do niej jadę i będę za godzinę. Przyjęła do wiadomości. Dotarłem do niej w niecałą godzinę później i wchodzę na wskazany przez nią adres.

Pani wygląda, jakby połknęła coś gorzkiego, ale to już nie moja sprawa. Urządzenie fajne, nowe, duże. Stacjonarne. Na pierwszy rzut oka widzę, że objawy wskazują na brak dopływu prądu. Sięgam do kabla i… widzę, że jest odłączony od dolnego kontaktu. Wyciągam więc ten kabel i pokazuję wymownie właścicielce. Dawno nie widziałem, żeby ktoś miał tak buraczane policzki. Wkładam wtyczkę do kontaktu, a urządzenie elegancko się włącza i zaczyna swoją pracę. Okazało się, że sprzątaczka niechcący potrąciła listwę zasilającą. Nie, żebym nie prosił kilkukrotnie przez telefon o sprawdzenie tego przez klientkę. Ale cóż… Z poczuciem spełnionego obowiązku mogę obrać kierunek domu. Oby jutrzejszy dzień był lepszy.

Serwisant kas fiskalnych

Jaki z tego morał?

Jest to historia jak najbardziej zmyślona i przepraszamy za wszystkie podobieństwa do faktycznych miejsc i osób. Niestety jako dostawca kas fiskalnych we Wrocławiu i na całym Dolnym Śląsku spotykaliśmy się z wieloma podobnymi przypadkami. Tym wpisem chcemy poprosić wszystkich naszych klientów o zastosowanie się do kilku dobrych rad, które ułatwią pracę nam i sprawią, że szybciej uporamy się z niedziałającymi urządzeniami.

  1. Jeśli serwisant informuje, że będzie w danym przedziale godzinowym na danym adresie, bądź proszę na miejscu. Nawet 15 minut oczekiwania sprawi, że ktoś inny musi czekać dłużej, a czas serwisanta jest stracony.
  2. Stosuj się do rad i poleceń serwisanta. Wywiad telefoniczny ma za zadanie nie tylko wybadać ewentualną przyczynę usterki, ale również możliwość samodzielnej naprawy bardzo prostych awarii.
  3. Czytaj instrukcję obsługi dołączoną do każdego urządzenia – wbrew pozorom, jest w niej wszystko!
  4. Serwis ma wyznaczony czas na dojechanie do miejsca awarii. Dokładamy wszelkich starań, by był on jak najkrótszy, ale z reguły niemożliwe jest dojechanie w ciągu kilku minut. To nie nasza wina, a harmonogramu pracy, odległości czy też naszych problemów technicznych. Dzwoniąc co 10 minut, nie przyspieszysz dojazdu serwisanta, a jedynie sprawisz, że będzie pracował w większym stresie.
  5. U nas też zdarzają się różne wypadki – choroby, awarie techniczne czy zwyczajny natłok pracy. Prosimy o zrozumienie. Nie wynika to z naszej złej woli, a jedynie specyfiki pracy.

Mamy nadzieję, że powyższy tekst wywołał choć szczątkowy uśmiech na twarzach. Każdego dnia stajemy przed wieloma wyzwaniami, których musimy się podjąć. Kochamy to, co robimy i staramy się to pokazywać na co dzień.

Dodaj komentarz